- today
- perm_identity Iwona Stadnicka
- remove_red_eye 1988 odwiedzin
Mroczne oblicza sławy – Klub 27, cz. 1
Historia wielu muzyków pokazuje, że wielka sława potrafi zabijać – dosłownie i w przenośni. Niektórzy artyści stali się tak znani, że nie umieli udźwignąć ciężaru własnej popularności. Jedni sami odebrali sobie życie, inni popadli w alkoholowo-narkotykowy nałóg, który doprowadził ich do przedwczesnej śmierci. Kolejna odsłona cyklu „Mroczne oblicza sławy” poświęcona będzie owianemu złą famą Klubowi 27.
Wielbiciele muzyki bardzo dobrze znają swoich idoli. Wiedzą o nich wszystko, o czym można przeczytać w książkach, usłyszeć w radio i zobaczyć w telewizji. Doskonałym źródłem informacji jest również internet, w którym na bieżąco aktualizowane są kolejne nowinki. Oprócz ciekawostek na temat życia muzyków, wiele można dowiedzieć się również o okolicznościach ich śmierci. Jednym z najbardziej tajemniczych zagadnień w kulturze popularnej jest Klub 27, znany także jako Forever 27 Club. Termin ten określa znanych artystów z różnych gatunków muzycznych (rock, pop, blues i R&B), którzy zmarli w wieku 27 lat. Śmierć niektórych muzyków nie zawsze była wynikiem nieszczęśliwego wypadku. Przyczyny zgonów były bardzo różne, ale każdy przypadek połączyło to samo fatum. Choć pierwszy artysta, którego po wielu latach zaliczono do Klubu 27 zginął w 1892 roku (brazylijski pianista Alexandre Levy), to dopiero po śmierci Kurta Cobaina w 1994 roku po raz pierwszy użyto tego terminu. W pierwszej części tego wydania cyklu przedstawimy sylwetki trzech muzyków, którzy żyli i tworzyli w kolorowych czasach hippisów.
Brian Jones – jak toczące się kamienie
The Rolling Stones to jedna z największych legend rocka, przez wielu uznawana za najlepszy zespół w historii muzyki rozrywkowej. Od początku istnienia grupy, jej twarzą i frontmanem jest wokalista Mick Jagger. Jednak rzadko się mówi o tym, kto tak naprawdę założył formację i był jej pierwszym liderem. Tak naprawdę to Brian Jones przyczynił się do wielkiego sukcesu Stonesów, którzy pomimo jego śmierci, działają nieprzerwanie od 1962 roku. Jones urodził się 28 lutego 1942 roku w Cheltenham w Wielkiej Brytanii. Był niezwykle utalentowany muzycznie – grał na gitarze, organach, klarnecie, saksofonie, harmonijce ustnej, sitarze i perkusji. To właśnie on stworzył koncepcję muzyczną The Rolling Stones, nadając jego twórczości charakterystyczne brzmienie, które do dziś jest znakiem rozpoznawczym zespołu. W wieku 20 lat zamieścił ogłoszenie w gazecie muzycznej „Jazz News”, że poszukuje osób do utworzenia grupy rockowej. Choć początkowo miała ona inny skład, już po dwóch miesiącach Jagger i Keith Richards zasilili szeregi zespołu, który w lipcu 1962 roku zagrał swój pierwszy koncert w Marquee Club w Londynie.
Już po dwóch latach od powstania Stonesi zaczęli odnosić ogromne sukcesy, depcząc po piętach The Beatles i rywalizując o miano najpopularniejszego zespołu rockowego świata. Spór o to, która kapela jest lepsza, trwa do dziś. Niestety duża popularność odbiła się na członkach grupy, również pod względem osobistym, co doprowadziło do konfliktu na linii Jones kontra Jagger i Richards, którzy odsunęli kolegę od kierowania zespołem. Choć to on był jego filarem i wycofał się w cień, dla fanów wciąż pozostawał ulubionym Stonesem. Jednak największe problemy wewnątrz formacji zaczęły się, gdy Brian poznał włoską aktorkę Anitę Pallenberg, która została jego dziewczyną. Za jej namową sięgnął po narkotyki, co negatywnie odbiło się na całej karierze The Rolling Stones (muzyk często spóźniał się na koncerty i sesje nagraniowe). Po 1,5 roku latach związku podczas wspólnych wakacji w Maroku kobieta odeszła od Jonesa, a jej nowym ukochanym został kolega z zespołu, Keith Richards. Niestety te i kolejne konflikty między Stonesami doprowadziły ostatecznie do odejścia Briana w czerwcu 1969 roku. Niecały miesiąc później, 2 lipca 1969 roku, muzyk został znaleziony martwy w basenie własnej posiadłości Cotchford Farm. Jedna z teorii mówi, że utopił go Frank Thorogood, jeden z robotników przeprowadzających remont. Inne hipotezy głoszą, że tuż przed śmiercią Jones miał atak padaczki lub astmy, w wyniku czego utonął. Kontrowersje budzi fakt, że w nocy, gdy nastąpił zgon, rezydencja Jonesa została całkowicie ograbiona, łącznie z pamiątkami i nagraniami, których dokonał ze Stonesami i innymi muzykami (m.in. z Johnem Lennonem).
Jimi Hendrix – w cieniu purpurowej mgły
Chyba nie ma większego gitarzysty w historii muzyki rockowej niż Jimi Hendrix. Artysta urodził się 27 listopada 1942 roku w Seattle i po dzień dzisiejszy uznawany jest za najlepszego gitarzystę wszech czasów. Jimi nie miał łatwego dzieciństwa – przez pierwsze kilka lat wychowywany był przez przyjaciółkę matki, siostrę i babcię. Kiedy miał 4 lata ojciec przejął nad nim opiekę, często zmieniając miejsce zamieszkania. Choć jego rodzice znów zamieszkali razem, dla małego Jimiego wcale nie oznaczało to nic dobrego. Małżonkowie byli alkoholikami i bardzo zaniedbywali swoje dzieci. To się odbiło na psychice, a także na zdrowiu małego Hendrixa. Ciągłe kłopoty, w które popadali jego rodzice oraz kolejne ciąże matki, przyczyniły się do tego, że część rodzeństwa chłopca została oddana do adopcji. To groziło również Jimiemu, którego ostatecznie przygarnął stryj Frank. Choć życie pod jego opieką nie było przyjemne, to właśnie w tym czasie nastoletni Hendrix zainteresował się muzyką. Jego pierwszym instrumentem była gitara akustyczna z jedną struną. Pomimo niekompletnego wyposażenia, chłopak potrafił zagrać na niej kilka melodii. I tak się rozpoczęła jego przygoda w świecie dźwięków i melodii. Jimi był samoukiem, który w szczególności podziwiał Elvisa Presleya, dzięki któremu zainteresował się rock’n’rollem.
Pierwsze amatorskie występy Hendrixa odbyły się, gdy był jeszcze w szkole średniej, z której został wyrzucony w wieku 17 lat. Ale już wtedy czuł, że muzyka jest jego powołaniem. Wiele się zmieniło podczas pobytu Jimiego w wojsku, gdzie miał swój zespół King Casuals. Po zakończeniu służby wraz z przyjacielem poznanym w koszarach zaczął organizować koncerty i doskonalił swoje instrumentalne umiejętności. W latach 1963-1965 wziął udział w trasie Chitlin’ Circuit, na której występowali wyłącznie czarnoskórzy artyści, co było efektem panującej ówcześnie segregacji rasowej w Stanach Zjednoczonych. Jednak prawdziwy przełom w jego karierze nastąpił w 1966 roku, gdy muzyk przyjechał do Londynu, gdzie utworzył zespół The Jimi Hendrix Experience. W tym czasie poznał również Erica Claptona, który był zachwycony, a wręcz nawet zawstydzony jego talentem. Pierwszym singlem grupy był „Hey Joe”, wydany 16 grudnia 1966 roku, natomiast 3 miesiące później ukazał się „Purple haze”, uznawany za bardzo nowatorskie nagranie, w którym słychać jedną z najbardziej rozpoznawalnych solówek w historii rocka. Tak rozpoczęła się wielka kariera Hendrixa, który ochoczo korzystał z życia. Nie stronił od wszelkiego rodzaju używek, zwłaszcza podczas tras koncertowych, które odbywał na całym świecie. Ostatnie dni życia Jimi spędził w Londynie, gdzie przebywał ze swoją ówczesną partnerką, Moniką Dannemann. Po powrocie z jednej z imprez muzyk zażył środki nasenne, ale według dostępnych źródeł, nie chciał popełnić samobójstwa, ponieważ łyknął tylko 9 z 40 tabletek. Mimo to, jego dziewczyna znalazła go rano wymiotującego i duszącego się. Choć na miejsce została wezwana karetka, nie udało się uratować artysty, który zmarł 18 września 1970 roku. Tak naprawdę do dziś nie jest znana faktyczna przyczyna śmierci. Najbardziej prawdopodobna wersja podaje, że Hendrix zmarł w wyniku zachłyśnięcia się własnymi wymiocinami i zatrucia barbituranami.
Jim Morrison – jeździec podczas burzy
Wokalista The Doors, Jim Morrison przyszedł na świat 8 grudnia 1943 roku w Melbourne, na Florydzie. Artysta uznawany jest za jedną z najbardziej wpływowych postaci muzyki rockowej, która odcisnęła ogromne piętno na współczesnej popkulturze. A to wszystko za sprawą jego stylu życia, który stał się modelowy dla obyczajów ówczesnych jego czasom buntowników. Ze względu na specyficzny język liryczny, jakim posługiwał się w swoich piosenkach, zaliczany jest do tzw. Poetów Wyklętych. Jako dziecko często się przeprowadzał z rodziną, aby ostatecznie zamieszkać w Kalifornii. Duży wpływ na jego twórczość miał okres, gdy mieszkał w Nowym Meksyku, gdzie często przesiadywał na pustyni. Tam lubił obserwować węże i jaszczurki, które zrodziły w nim fascynację gadami, bardzo widoczną w jego utworach. Tak naprawdę to nie dzikie zwierzęta najbardziej go pasjonowały. Jako 15 latach zainteresował się dziełami Fryderyka Nietzschego, Williama Blake’a i Charlesa Baudelaire'a. To właśnie w tym okresie powstały pierwsze wiersze Morrisona, zainspirowane twórczością tych poetów i filozofów. Po opuszczeniu rodzinnego domu wstąpił na uniwersytet i szybko zasmakował wolności i niezależności. Wtedy w jego życiu pojawiły się pierwsze narkotyki i substancje psychoaktywne (haszysz, LSD), od których wkrótce się uzależnił.
Choć Jim uważał się przede wszystkim za poetę, to świat go zna jako charyzmatycznego wokalistę, którym został trochę przez przypadek. Było to wynikiem spotkania ze szkolnym kolegą, pianistą Rayem Manzarkiem, którym namówił go do śpiewu. Wkrótce panowie założyli zespół, do którego dołączyło dwóch innych muzyków. W ten sposób, w 1965 roku powstał The Doors. Nazwa grupy została zaczerpnięta z książki Aldousa Huxleya pt. „Drzwi percepcji”. Pierwsza płyta zatytułowana po prostu „The Doors” ukazała się 2 lata później, a znalazły się na niej takie przeboje jak: „Break on through on the other side”, „Light my fire” oraz „The end”. Album osiągnął ogromny sukces, a kapela zyskała niesamowitą popularność. Rok po roku ukazywały się kolejne płyty, których łącznie wyszło 9, z czego 3 ostatnie zostały opublikowane już po śmierci Morrisona. Choć kariera muzyka była bardzo krótka, nie zabrakło w niej skandali obyczajowych i życia na granicy obłędu. Ekscentryczne zachowanie Jima było przyczyną wielu konfliktów w zespole, którego członkowie chcieli się rozwijać artystycznie, czując blokadę ze strony wokalisty. Będąc na ciągłym haju Morrison wiele razy nawet nie był w stanie wyjść na scenę. Po nagraniu szóstego albumu „L.A. Woman” (1971) Jim zaproponował kolegom wyjazd do Paryża, gdzie przebywała jego partnerka, Pamela Courson. Choć nic wcześniej nie zapowiadało tragedii, 3 lipca 1971 roku muzyk został znaleziony martwy w wannie wynajmowanego mieszkania. Oficjalną przyczyną śmierci była niewydolność serca, ale nigdy to nie zostało potwierdzone, ponieważ francuskie prawo nie wymagało przeprowadzenia sekcji zwłok. Inni artyści – znajomi z bliskiego otoczenia Morrisona, twierdzą, że mógł przypadkowo przedawkować heroinę.
Autorka: Iwona Stadnicka