×
Lemmy Kilmister – szalony kapelusznik

Lemmy Kilmister – szalony kapelusznik

Wokaliści ze specyficzną chrypką zawsze wzbudzali ogromne zainteresowanie. A barwę głosu, jaką posiadał Lemmy Kilmister ciężko pomylić z jakąkolwiek inną. Choć od jego śmierci minęło już 8 lat, frontman Motörhead w sercach swoich wielbicieli pozostanie na zawsze. Tak naprawdę, już na długo przed odejściem stał się żywą legendą i prawdziwą ikoną muzyki rockowej. 

Lemmy wyróżniał się nie tylko swoim wokalem, lecz również imagem i manierą sceniczną. Na jego kowbojski wizerunek składały się wysokie buty z lekkim obcasem, czarna koszula i charakterystyczny kapelusz, z którym praktycznie się nie rozstawał. Często również zakładał jeansową kamizelkę ozdobioną przypinkami. Styl Kilmistera nie zmieniał się przez wiele lat. Można powiedzieć, że od samego początku kariery muzycznej nosił długie włosy i osobliwy zarost, który był wręcz jego znakiem rozpoznawalnym. Ale sam wygląd to nie wszystko, bo Lemmy zasłynął dzięki muzyce, jaką tworzył. Stylistyka Motorhead cechowała się prostotą, którą przełamywały ostre gitary w iście rockowej konwencji. To nie był heavy metal w czystym wydaniu. Ani thrash i hard rock, jaki dobrze znamy. Kilmister stworzył coś zupełnie nowego, co łączyło w sobie cechy kilku gatunków i pomimo nieskomplikowanej aranżacji, wychodziło poza pewne ramy. I można lubić lub nie lubić Motörhead, ale przyznać trzeba, że żaden zespół nigdy w taki sposób nie grał.

Motörhead Lemmy Kilmister - źródło Wikipedia_Rock_am_Ring_2015-0346

Na początku był rock’n’roll

Ian Fraser Kilmister urodził się 24 grudnia 1945 roku w Burslem, w Anglii. Już jako trzymiesięczne dziecko doświadczył samotności, gdy jego ojciec odszedł od matki. 10 lat później kobieta ponownie wyszła za mąż i rodzina Lemmy’ego szybko się powiększyła. Niestety mały Ian nie dogadywał się z przybranym rodzeństwem, co wcale mu nie przeszkadzało w rozwijaniu swoich pasji. Pierwszy przełom w jego życiu nastąpił, gdy zaczął chodzić do szkoły Sir Thomasa Jonesa w Amlwch. To właśnie w tym czasie poznał fascynujący świat rock’n’rolla, który zupełnie odmienił jego życie. Szybko zauważył również, że chłopcy z gitarą budzą ogromne zainteresowanie dziewcząt, co bardzo mu się podobało. Dlatego sam kiedyś przyniósł do szkoły instrument swojej matki, aby otoczyć się wianuszkiem koleżanek. Choć nie umiał jeszcze grać, bardzo mu schlebiało towarzystwo płci pięknej. To doświadczenie sprawiło, że Lemmy postanowił zgłębić tajniki gry na gitarze i jeszcze jako nastolatek występował dla lokalnych zespołów. Poza muzyką pasjonował się również jeździectwem, któremu poświęcał czas na zajęciach pozaszkolnych.

Jednak to nie konie, lecz muzyka była największą miłością Kilmistera. Zrozumiał to głównie dzięki Beatlesom, których podziwiał podczas ich występów w Cavern Club w Liverpoolu. To zainspirowało młodego Iana, aby samemu spróbować sił jako instrumentalista. Wkrótce pojawiły się kolejne projekty muzyczne, w które się angażował. Grywał głównie w mniejszych klubach, a po dołączeniu do The Rockin’ Vickers w 1965 roku podpisał kontrakt z CBS i wydał trzy single. To mu otworzyło drzwi do międzynarodowej kariery, choć wciąż w mikro skali. Zespół okazał się pierwszą brytyjską formacją, która odwiedziła Socjalistyczną Federalną Republikę Jugosławii. Wkrótce wszyscy jego członkowie zamieszkali razem w Manchesterze. Pomimo pewnych sukcesów Lemmy opuścił The Rockin’ Vickers i w 1967 roku przeprowadził się do Londynu, gdzie poznał basistę Jimiego Hendrixa, Noela Reddinga i Nevilla Chestera, który był tour managerem gitarzysty. Panowie dzielili wspólne mieszkanie i szybko się zaprzyjaźnili. To pomogło Kilmisterowi dostać posadę technicznego w zespole Hendrixa. W kolejnych latach grał w takich zespołach jak Sam Gopak i Opal Butterfly, w których nie zagrzał długo swojego miejsca, bo najwyraźniej prawdziwa kariera była dopiero przed nim…

U progu wielkiej sławy

Pierwszym naprawdę poważnym i znaczącym zespołem Lemmy’ego był Hawkwind, do którego dołączył w 1971 roku jako basista i wokalista. To było dość paradoksalne, ponieważ muzyk nie miał wcześniej doświadczenia jako gitarzysta basowy. Jednak namówiony przez kolegę z zespołu Michaela Daviesa, tuż przed jednym z koncertów charytatywnych zgodził się zagrać właśnie na tym instrumencie. I ta decyzja okazała się strzałem w dziesiątkę, bo Kilmister znakomicie odnalazł się z basem w dłoni i od razu stworzył charakterystyczny styl, w czym pomogły mu lata praktyki gry na gitarze rytmicznej. Do tego celu wykorzystał umiejętności stosowania podwójnych dźwięków i akordów, a nie linii pojedynczych nut, które preferuje większość basistów. Dzięki temu cała twórczość Hawkwind zyskała specyficzne brzmienie i być może to właśnie za czasów kadencji Lemmy’ego zespół był w najlepszej formie. Poza grą na basie muzyk kilkukrotnie udzielił również swojego głosu, między innymi na singlu „Silver Machine”, który okazał się największym hitem grupy, osiągając trzecie miejsce na listach przebojów w 1972 roku.

Kariera Hawkwind nabierała rozpędu, ale nie obyło się także bez ekscesów. Kilmister nigdy nie stronił od używek, co niejednokrotnie miało swoje konsekwencje. Pierwsze (i dla muzyka ostatnie) poważniejsze skutki związane z zażywaniem narkotyków, miały miejsce w maju 1975 roku, podczas trasy koncertowej po Ameryce Północnej. Lemmy został wtedy aresztowany na granicy kanadyjskiej w Windsor w stanie Ontario, pod zarzutem posiadania kokainy. W rzeczywistości basista miał przy sobie amfetaminę i został skierowany do więzienia, w którym spędził jedną noc. Choć go zwolniono bez postawienia zarzutów, pozostali członkowie zespołu oraz managerowie bali się, że ten incydent może uniemożliwić wjazd do Stanów Zjednoczonych. Ich obawy były na tyle poważne, że postanowili wyrzucić Lemmy’ego z zespołu, nie chcąc ryzykować, że podobne sytuacje znów się zdarzą i przysporzą kolejnych kłopotów dla całej grupy. Kilmister po latach przyznał, że bardzo lubił grać w Hawkwind, choć atmosfera poza sceną wcale nie była przyjemna. Miał do kolegów żal, że uważają go za nieobliczalnego i niegodnego zaufania.

Motörhead Lemmy Kilmister - źródło Wikipedia Ursynalia_2013

Motörhead na zawsze

Lemmy czuł się rozgoryczony po opuszczeniu Hawkwind i od razu wiedział, że będzie chciał założyć własny zespół, w którym będzie występował na swoich zasadach. Miał nawet pomysł na nazwę, zainspirowaną tytułem ostatniej piosenki, jaką nagrał dla byłej już kapeli. Motörhead miało kojarzyć się z czymś szybkim i wściekłym, a wykonywana muzyka miała brzmieć podobnie do dokonań amerykańskiej grupy MC5. Kilmister chciał grać głośno i hałaśliwie, a jednocześnie paranoicznie i rytmie rock’n’rolla. Do zespołu szybko dołączył gitarzysta Larry Wallis i perkusista Lucas Fox. Panowie pierwszy raz zagrali wspólnie jeszcze w 1975 roku – wkrótce po odejściu Lemmy’ego z Hawkwind. Jak widać, muzyk nie marnował czasu i konsekwentnie realizował swój plan. Początki nie były łatwe, ponieważ zespołu nie było stać nawet na sprzęt i musieli go kraść. Jednak grupa tak łatwo się nie poddała i ostro ćwiczyła, aby wypracować swój styl. Pierwszy ważny koncert Motörhead zagrał 20 lipca 1975 roku, jako support Greenslade w Londynie. W kolejnych miesiącach mieli zaszczyt zagrać u boku legendarnego Blue Öyster Cult.

Choć debiutancki album zatytułowany „Motörhead” wydano w 1977 roku, to dopiero rok później został zauważony. A to wszystko za sprawą singla, który zespół nagrał w ramach kontraktu z Gerrym Bronem. Utwór okazał się wielkim przebojem, dzięki czemu muzycy ponownie wydali pierwszą płytę, tym razem na białym winylu. Wydanie singla zaowocowało przedłużeniem kontraktu i nagraniem kolejnego krążka. To utorowało Kilmisterowi drogę do światowego sukcesu. I tak rozpoczęła się największa przygoda w jego życiu, która trwała aż do śmierci muzyka. Motörhead przez 40 lat obecności na scenie wydał 23 albumy studyjne, 12 krążków kompilacyjnych i 10 płyt koncertowych. Lemmy jako założyciel był jedynym muzykiem, który grał w zespole przez cały okres jego istnienia. Największym hitem grupy jest bez wątpienia „Ace of spades”, który stał się prawdziwym symbolem – nie tylko w odniesieniu do Motörhead, lecz również do wartości, o których opowiada utwór (wolność, niezależność, bezkompromisowość). Lemmy zmarł 28 grudnia 2015 roku, z powodu niewydolności serca i raka prostaty. Muzyk zapisał się w pamięci fanów jako artysta, który zawsze potrafił walczyć o swoje i nie ulegał żadnym konwenansom. Stworzył nową jakość w muzyce, która nie potrzebowała patetyzmu i poklasku, aby zwrócić na siebie uwagę. Twórczość Lemmy’ego była na tyle prawdziwa i szczera, że mogła sama się obronić i stać się inspiracją dla wielu pokoleń jego naśladowców. 

Iwona Stadnicka
Zabawa ze słowem od dawna była jej pasją. Wkrótce to hobby stało się również pracą i sposobem na życie. Pierwsze copywriterskie kroki stawiała podczas studiów dziennikarskich, podejmując współpracę z lokalnym tygodnikiem, gdzie zajmowała się szeroko pojętą tematyką kulturalną. Zdobywając kolejne doświadczenia wyspecjalizowała się także w innych dziedzinach, takich jak zdrowie, turystyka, lifestyle i sprawy społeczne. Ale tak naprawdę to świat muzyki zawsze był najbliższy jej sercu. Dlatego zaczęła rozwijać pisarskie zdolności również w tym kierunku, udzielając się jako redaktor w serwisach muzycznych. Do dziś miłość do muzyki rockowej jest dla niej jak zwierciadło duszy i sposób na wyrażanie siebie. Prywatnie zasłuchana w nieco cięższych brzmieniach, choć jednocześnie przyznaje, że jej muzycznym guilty pleasure jest Lady Gaga.
Zobacz wpisy autora