- today
- perm_identity Iwona Stadnicka
- remove_red_eye 1693 odwiedzin
Beatlemania – fenomen inny niż wszystkie
W świecie muzyki jest wiele fenomenów artystycznych, które na zawsze zmieniły popkulturę. Najczęściej mówi się o nich w kategorii gwiazd muzycznych, które ze względu na swoją twórczość, charyzmę i barwny życiorys zapisały się na kartach historii i stały się inspiracją dla wielu innych artystów. Jednak dużo rzadziej wspomina się nie o samych muzykach, lecz o zjawiskach z nimi związanych, które wywarły silny wpływ na zachowania społeczne i obyczajowe. Jednym z najważniejszych i najbardziej rewolucyjnych była Beatlemania.
Kto nie wie, kim byli Beatlesi niech pierwszy rzuci kamień. Chyba nie ma osoby, która nie słyszałaby o nich chociażby z nazwy. Ciężko wymagać, aby każdy znał na pamięć dyskografię The Beatles lub przynajmniej wymienił członków zespołu. A sama jego nazwa z pewnością jest powszechnie znana. A to już o czymś świadczy… Formacja powstała w Liverpoolu w 1960 roku i zaledwie w ciągu 10 lat działalności stała się najpopularniejszą kapelą w historii muzyki rozrywkowej. Nie trzeba ich lubić i słuchać, aby wiedzieć, kim byli ci muzycy. Dla czystej formalności dodamy, że Beatlesów tworzyli: John Lennon (gitara rytmiczna), George Harrison (gitara prowadząca), Ringo Starr (perkusja) i Paul McCartney (gitara basowa). Spośród całej czwórki żyje Paul i Ringo. W pewnym sensie można powiedzieć, że panowie stworzyli pierwszy na świecie boysband – każdy z nich poza graniem na instrumencie piastował także funkcję wokalisty. To faktycznie był prawdziwa sensacja, nie tylko jak na ówczesne czasy. Ale zupełnie innego rodzaju fenomenem była Beatlemania.

Początek z wysokiego C
The Beatles od razu wzbudzili wielkie poruszenie w świecie muzyki. Głównie dlatego, że byli pierwsi. Pod wieloma względami. A do tego dobrze prezentowali się na scenie, co okazało się ówcześnie bardzo ważne. Ale zacznijmy od początku… Przede wszystkim należy zwrócić uwagę na to, co grali Beatlesi. Ich twórczość była niby rockowa, a jednak popowa. Choć te dwa gatunki mogą być do siebie podobne i często jest między nimi cienka granica, to jednak w tym przypadku było to czymś wyjątkowym. Utwory zespołu oparte były na gitarowych riffach, ale muzycy nie specjalnie dbali o dodatkowe ozdobniki. Oni po prostu grali tak jak czuło ich serce. I to właśnie było największym magnesem, który przyciągał rzesze fanów, a przede wszystkim fanek, których zainteresowanie grupą urosło do rangi niemalże obsesji. Tak właśnie zrodziła się Beatlemania, czyli fanatyczne uwielbienie Czwórki z Liverpoolu.
Ten fenomen kulturalny wyewoluował dość szybko, bo według źródeł po raz pierwszy użyto tego terminu już w 1963 roku, czyli zaledwie 3 lata od powstania zespołu. Co ciekawe ta nazwa odnosi się głównie do fanek, choć w praktyce Beatlemania zrzeszała również męską część wielbicieli grupy. To określenie oznacza nastoletnią ekscytację zespołem, która wyrażała się głównie w pełnych zachwytu krzykach i wrzaskach wzdychających do Beatlesów dziewcząt. Fanki pojawiały się wszędzie, gdzie występowała grupa, gromadząc się nie tylko na salach koncertowych, lecz również pod budynkiem. To, co najbardziej je urzekało w członkach zespołu, wcale nie była muzyką, lecz ich energetyczny rock’n’rollowy styl. Na ten specyficzny wizerunek składały się charakterystyczne fryzury (mokry mop), dopasowane garnitury szyte na miarę i buty na grubej podeszwie. To wszystko stanowiło nie tylko estetyczną całość, lecz również świadczyło o wrażliwości zespołu.
Międzynarodowa popularność
Beatlemania, podobnie jak sama kapela, powstała w Liverpoolu, ale nie trzeba było długo czekać, aby zatoczyła dużo szersze kręgi. Na arenie międzynarodowej pojawiła się jako efekt pozytywnego przyjęcia serii występów grupy w amerykańskim programie telewizyjnym „Ed Sullivan Show” w lutym 1964 roku. Pierwszy z nich odbył się 9 lutego i już wtedy zgromadził rekordową publiczność 73,9 miliona widzów. Na fali tej popularności Beatlemania dotarła do pozostałych kontynentów. I tak zaczął się prawdziwy szał, który wbrew pozorom wcale nie trwał tak długo. Choć grupa zakończyła działalność w 1970 roku, to przyjmuje się, że Beatlemania trwała jedynie około 3 lata. Za symboliczny koniec tej muzycznej ery uznaje się ostatni koncert, jaki formacja zagrała w Candlestick Park w San Francisco, 29 sierpnia 1966 roku.

Beatlemaniaczki bardzo poważnie traktowały swoich idoli. Każda mogła wybrać swojego ulubionego muzyka i jemu poświęcać najwięcej uwagi. Dochodziło nawet do sytuacji, gdy dziewczęta rywalizowały o miejsce przy scenie, aby być jak najbliżej swojego faworyta. Ale nie chodziło wyłącznie o fizyczną bliskość, lecz również o nadzieję, że któryś z Beatlesów nawiąże kontakt wzrokowy z wybraną fanką, która potem będzie mogła poprosić o wykonanie piosenki. Choć pozornie wydaje się, że wielbicielkom chodziło tylko o samych Beatlesów, to tak naprawdę zwracały także uwagę na teksty piosenek. Kiedy wyszły „She loves you” i „I want to hold your hand” dziewczęta po prostu oszalały. Teksty obydwu utworów opowiadały o randkach i zalotach, a więc idealnie trafiały w gusta i zainteresowania fanek. Oczywiście warstwa instrumentalna i wokalna schodziły na dalszy plan.
Z miłości do idoli
Pojawienie się Beatlemanii jako zjawiska kulturowego było czymś całkowicie nowym, czego początkowo nie mogli zrozumieć nawet socjologowie. Kiedy dostrzeżono w tym ogromny potencjał marketingowy, najbardziej skorzystali na tym spekulanci, którzy zaczęli masową produkcję gadżetów związanych z The Beatles. Był wtedy rok 1964. Na sklepowych półkach pojawiły się więc nie tylko kolorowe czasopisma dla fanów i plakaty, lecz także tematyczna odzież i obuwie, tapety, pudełka na kanapki z wizerunkami muzyków, lalki, gry, peruki, odznaki oraz wiele innych akcesoriów, z których mnóstwo było całkowicie bezużytecznych. Jednak dla dziewcząt miało to ogromną wartość, gdy mogły od stóp do głów ubrać się w Beatlesów oraz ozdobić ich zdjęciami swój pokój. Kupowanie gadżetów związanych z zespołem to jeszcze nic. Fanki miały także swoje sposoby, aby wkraść się do hoteli, w których spała grupa w czasie tras koncertowych. Powstawały również zespoły naśladujące Beatlesów, m.in. Pleasure Seekers, Dara Puspita czy Nursery Rhymes.
Bez wątpienia Beatlemania była swojego rodzaju precedensem dla kultury fanów i jednym z nielicznych przykładów subkultury stworzonej i zdominowanej przez dziewczęta. Ten niezwykły fenomen sprawił, że w przyszłości zaczęły powstawać kolejne boysbandy, choć oparte już na zupełnie innej konwencji artystycznej. Wszystko, co się działo wokół Beatlesów zyskało niesamowitą popularność nie tylko ze względu na sam zespół, lecz przede wszystkim z uwagi na skalę i sposób wyrażania swojego oddania dla idoli – od krzyków na koncertach, po wielogodzinne wyczekiwanie na gwiazdy. W kolejnych dziesięcioleciach mogliśmy zaobserwować podobne zachowania w stosunku do Marca Bolana (lata 70.), Duran Duran (lata 80.), Backstreet Boys (lata 90.) czy Justina Biebera (lata 2000). Choć we wszystkich tych przypadkach nic nie mogło się równać do Beatlemanii.
Autorka: Iwona Stadnicka