TOP 5 największych perkusistów

W historii muzyki przewinęli się liczni perkusiści o niezwykłym talencie, ale tylko niektórzy z nich zapisali się w historii muzyki. Kto zasługuje na miano jednego z pięciu największych perkusistów wszechczasów? Oto nasze subiektywne TOP 5. 

5. Mitch Mitchell

Mitch Mitchell urodził się krótko po wojnie w okolicach Londynu. Najbardziej znany był ze współpracy z Jimim Hendrixem (sprawdź gitarę Fender Stratocaster sygnowaną nazwiskiem Hendrixa) i basistą Noelem Reddingiem, z którymi tworzył The Jimi Hendrix Expierence. Wywodził się z jazzowego środowiska muzycznego, co doskonale komponowało się z rewolucyjnym stylem gitarowym Hendrixa. Wydawało się więc, że trójka od początku była dla siebie stworzona – a jednak w 1966 roku, kiedy Mitch Mitchell ubiegał się o rolę w Experience, to rzut monetą zadecydował pomiędzy nim a drugim perkusistą. Był on niezwykle wszechstronnym i utalentowanym muzykiem, łączącym elementy jazzu i rocka, doskonale grającym w rytmie solówek Hendrixa. Po rozpadzie zespołu w wyniku śmierci jego lidera Mitchell współtworzył kilka projektów, żaden nie przysporzył mu jednak takiej popularności. Zmarł w 2008 roku z przyczyn naturalnych jako ostatni z trójki tworzącej Jimi Hendrix Experience. Zaledwie kilka dni wcześniej zakończył trasę koncertową, na której grał nowe aranżacje Hendrixa. 

4. Gene Krupa

Syn polskich imigrantów urodzony na początku XX wieku. Gene Krupa przez wielu uważany jest za pierwszego rockowego perkusistę. Oczywiście, w czasach, kiedy robił największą karierę (lata 30-te i 40-te) w Ameryce królował jazz, ale w jego ramach Krupa odgrywał doskonałe i melodyjne solówki. Był też pierwszym perkusistą, którego długie solo nagrano i odtworzono w komercyjnej telewizji (mowa o przejściach z hitu „Sing, Sing, Sing” z czasów, kiedy Krupa grał z zespołem Benny’ego Goodmana). Wkrótce po tym nagraniu Krupa został narodowym celebrytą, w późniejszym okresie występował w filmach. Na jego twórczości wychowało się całe pokolenie perkusistów, by wspomnieć o Johnie Bonhamie czy Keithie Moonie. Bębniarskie „bitwy” Krupy z innymi słynnymi perkusistami – np. Buddym Richem – do dziś budzą zachwyt. 

3. Keith Moon

Na pierwszy rzut oka występy Moona wyglądają bardziej jak szalony performance niż muzyczne wirtuozerstwo. Faktycznie, perkusista The Who miał naturę rozrabiaki, uwielbiał się śmiać i żył dla chwili. Jednym z jego ulubionych zajęć była destrukcja – zdarzało mu się wyrzucać meble przez okno, rozwalać toalety w hotelowych łazienkach, no i oczywiście rozwalać sprzęt muzyczny. Te cechy charakteru uwidaczniały się, gdy łapał pałeczki w dłoni i zaczynał swoje żywiołowe show. Nie oznaczało to jednak braku kunsztu – wprost przeciwnie, Moon umiał grać niezwykle melodyjnie, utrzymując chaos w ryzach. Nie udało mu się to w jego własnym życiu – zmarł w 1978 w wyniku przedawkowania leków na uspokojenie.

2. Stewart Copeland

Perkusista, kompozytor i jeden z założycieli the Police to żywa legenda. Choć dobiega 70-tki, wciąż można się załapać na jego występ i na własne uszy wysłuchać niezwykłego połączenia różnych styli, szczególnie muzyki Bliskiego Wschodu. W dzieciństwie Stewart Copeland dużo podróżował i mieszkał w krajach arabskich wraz ze swoim ojcem – dyplomatą, stąd te unikalne inspiracje. Jego znakiem rozpoznawczym są długie partie grane na samych talerzach; w jego muzyce werble nie odgrywają zbyt dużej roli. Wielu współczesnych perkusistów wzoruje się na nim ze względu na jego zupełnie oryginalny styl i wszechstronność. Po rozpadzie the Police Stewart Copeland tworzył muzykę filmową, pracował także dla telewizji, przemysłu growego, a nawet tworzył opery i balety.  Jest leworęczny, choć gra prawą ręką. 

1. John „Bonzo” Bonham

Na pierwszym miejscu zestawienia najlepszych perkusistów John „Bonzo” Bonham ląduje regularnie – największym wirtuozem perkusji w historii ogłaszały go już prestiżowe magazyny Rolling Stone, Classic Rock czy Modern Drummer. To on w dużej mierze stworzył unikalny styl muzyczny Led Zeppelin – w największych utworach tego zespołu potężne uderzenia Bonzo zawsze przebijają się ponad warstwę wokalną i gitarową. Wielokrotnie zaskakiwał swoich fanów nieprzewidywalnym stylem i dzikimi solówkami. Często słuchając starych kawałków można ulec wrażeniu, że Zeppelini mieli dwóch perkusistów i dwie perkusje – wydawało się, że Bonzo nagina rzeczywistość. Część legendy Johna Bonhama wiąże się z jego przedwczesną śmiercią w 1980 roku w wieku zaledwie 32 lat, co zakończyło działalność Zeppelinów. Redaktor naczelny Modern Drummer Adam Budofsky mówił o nim: „jeśli królem rock ‘n’ rolla był Elvis Presley, to królem perkusji był bez wątpienia John Bonham.

A wy zgadzacie się z tym zestawieniem? Kogo byście dodali, a kto waszym zdaniem nie zasługuje na podium? 

Komentarze (0)

Brak komentarzy w tym momencie.

Nowy komentarz