Menedżerowie, którzy zmienili bieg historii

Często stoją z boku, poza światłem reflektorów i obiektywami kamer, a jednak gdyby nie oni, dziś świat muzyki wyglądałby inaczej. Menedżerzy muzyczni mogą nie być tak sławni jak zespoły, które prowadzą, ale często to właśnie oni odpowiadają za styl i to, co widzimy i słyszymy na scenie. Oto pierwsza część zestawienia najbardziej wpływowych menedżerów w historii muzyki.

„Pułkownik” Tom Parker – Elvis Presley

Historia słynnego menedżera Elvisa Presleya jest równie ciekawa, co samego króla rocka. Swój przydomek Tom Parker zawdzięcza honorowemu odznaczeniu wojskowemu, którym bardzo się szczycił i chętnie posługiwał się na co dzień. Kiedy wzrastała sława Elvisa i opinia publiczna zaczęła interesować się też „Pułkownikiem”, menedżer przez długi czas kłamał, że urodził się w USA i jako młody chłopiec uciekł z domu, by pracować w cyrku. Dopiero w latach 60-tych jego rodzina z Holandii rozpoznała go na zdjęciach stojącego obok Presleya, i wówczas poznano jego prawdziwe imię: Andreas Cornelis van Kujik.  Okazało się, że Parker był nielegalnym imigrantem i spekuluje się, że jest to powód, dla którego Elvis nigdy nie zagrał koncertu poza Ameryką. Artysta ufał jednak swojemu menedżerowi bezgranicznie i współpracowali oni na wyłączność od 1956 roku aż do śmierci Presleya w 1977 roku. Parker uważany jest za twórcę sukcesu króla rocka; Zawarł on wiele strategicznych kontraktów muzycznych, rozkręcił także karierę filmową Elvisa. Artyście najwyraźniej nie przeszkadzało nawet, że jego menedżer zarabia na nim olbrzymie pieniądze – pod koniec jego kariery Parker brał nawet… 50 procent zysków Presleya! To olbrzymia kwota, zważywszy, że normą w tej branży jest około 10 procent. „Pułkownik” zarabiał ostatecznie więcej niż sam Elvis, dzięki dodatkowym źródłom przychodów.

Brian Epstein – The Beatles

Następny bohater naszego zestawienia to prawdziwa legenda i człowiek, bez którego świat muzyki byłby dziś zupełnie inny. Paul McCartney powiedział o nim kiedyś: „Jeśli ktokolwiek był piątym Beatlesem, był nim Brian…”. Brian Epstein zobaczył występ Beatlesów pierwszy raz w listopadzie 1961 roku w klubie w Liverpoolu i wkrótce potem został ich menedżerem, pozostając nim do swojej śmierci w 1967 roku. Chociaż nie posiadał wcześniej żadnego doświadczenia w biznesie muzycznym, to jego pasja, szczera przyjaźń z członkami grupy i wytrwałość trzymała Beatlesów razem jako zespół, pomimo wewnętrznych napięć. To właśnie on wymyślił charakterystyczny dla Beatlesów image „grzecznych chłopców”, namawiając ich m.in., by zakładali garnitury podczas występów, dzięki czemu byli w stanie zdobyć uznanie i zainteresowanie mainstreamowych mediów, a nawet wystąpić przed samą królową. W przeciągu roku od podpisania kontraktu z Epsteinem na świecie rozgorzała „beatlemania”, windując zespół na szczyty popularności i sprawiając, że Beatlesi stali się „bardziej popularni niż Jezus”, jak w słynnych słowach wyraził się John Lennon. Brian zmarł w 1967 roku w wieku 32 lat z powodu przedawkowania leków i mieszania ich z alkoholem. Był homoseksualistą, o czym wiedzieli nieliczni, w tym sami Beatlesi – kontakty seksualne dwóch mężczyzn były w Wielkiej Brytanii penalizowane za jego życia. 

Andrew Loog Oldham – The Rolling Stones

W trakcie, kiedy świat opanowywała beatlemania i rodziła się kontrkultura, na londyńskiej scenie muzycznej kolejny brytyjski zespół zaczął powoli zdobywać popularność, mając wkrótce zapisać się na trwale w historii muzyki. Mowa o The Rolling Stones, którego menedżerem i producentem od 1963 roku był Andrew Loog Oldham. Zaczynał on swoją karierę jako asystent na londyńskiej scenie modowej, a następnie stał się publicystą, pracując m.in. dla Briana Epsteina. W lipcu 1963 roku, wciąż jako nastolatek, zaproponował współpracę młodemu zespołowi, w którym zobaczył potencjał na zostanie „anty-Beatlesami”. To właśnie Oldham promował „dziki” styl, dzięki któremu Stonesom udało się zdobyć rozgłos, zachęcił także Micka Jaggera i Keitha Richardsa, by pisali własne piosenki (wcześniej wykonywali głównie covery). Obsceniczne zachowania Jaggera na scenie i skandaliczne hasła reklamowe były również w dużej mierze pomysłem menedżera zespołu. Wkrótce działania Oldhama przyniosły sukces i choć w erze Beatlesów Rolling Stonesi nieuchronnie stali w cieniu czwórki z Liverpoolu, to jednak zyskali szybko międzynarodowy sukces. W latach 1965-1967, kiedy Oldham wciąż był ich menedżerem, grupa stworzyła takie hity, jak „(I Can’t Get No) Satisfaction” czy „Paint it Black”, które przez długi czas znajdowały się na pierwszych miejscach list przebojów. Oldham opuścił zespół w 1967, po aresztowaniu Jaggera i Richardsa za posiadanie narkotyków, być może nie chcąc podejmować się ich publicznej obrony. Zostawił Stonesów w rękach innego człowieka, którego nazwisko wkrótce stało się bardziej znane, niż jakiekolwiek innego menedżera muzycznego tych czasów – Allena Kleina. To o nim John Lennon twierdził, że jest jak rekin – przepędzi wszystkie inne rekiny. Pytanie, czy jest w tym wszystkim miejsce na etykę…

O Allenie Kleinie, kontrowersjach wokół niego i kolejnych producentach muzycznych, którzy zmienili świat muzyki - wkrótce na blogu Riff!

Komentarze (0)

Brak komentarzy w tym momencie.

Nowy komentarz