7 intrygujących zachcianek muzyków

Jaka jest ulubiona scena filmowa każdego managera artystycznego i tour managera? Oczywiście ta z filmu Świat Wayne'a 2, w które Del Preston opowiada, że pewnego dnia Ozzy Osbourne zażądał tysiąc brązowych M&M's. W przeciwnym razie zagroził, że nie wyjdzie na scenę. Dziwne? Owszem, ale nie tak jak rzeczywistość i wymogi prawdziwych artystów.

1. Legendarne słodycze

Wspomniane brązowe M&M's pojawiły się w riderze grupy Van Halen i jak podaje Business Insider towarzyszyły grupie przez długi czas. Historia obrosła legendą i nikt już nie pamięta, czy cukierki w tym kolorze miały być usunięte, czy właśnie wybrane, w każdym razie nie ma wątpliwości, że to ten wymóg zainspirował twórców filmu Świat Wayne'a 2. Członkowie grupy Van Halen tłumaczyli, że zapis był w pewnym stopniu sprawdzeniem rzetelności organizatora koncertu i tego, jak przykłada się do czytania umów.

2. No banana

Leader The White Stripes Jack White w swoich żądaniach koncertowych jest równie ekstrawertyczny, co pragmatyczny. W swoim riderze zawarł informację, że trasa koncertowa odbywa się pod hasłem NO BANANA TOUR (seriously). Jeden z członków ekipy jest uczulony na nie, w związku z tym banany mają zniknąć z całego backstage'u. Dodatkowo rider zawiera przepis na domowe guacamole, które powinno być wykonane zgodnie z recepturą na godzinę 17:00.

3. Zero zwierząt

Wymogi pozasceniczne Paula McCartneya, nie tylko legendarnego członka The Beatles, ale również aktywisty na rzecz poprawy warunków zwierząt, są dosyć proste do przewidzenia. Dlatego też, zapraszając go na koncert trzeba mieć absolutną pewność, że nie tylko menu będzie wegańskie, ale i wszystkie meble mają być wykonane z produktów pochodzenia niezwierzęcego. Dodatkowo masa kwiatów, w tym trudne do zdobycia lilie Casablanca.

4. K-mani Marley 

Jeden z synów Boba Marley podczas planowanego koncertu w Polsce zażyczył sobie menu rybne. Na pierwszy rzut oka nic tym dziwnego i szalonego, lecz po dłuższych poszukiwaniach okazało się, że to właśnie ryby stoją na przeszkodzie koncertu. Rider zawierał bowiem ryby tak specyficzne dla Karaibów, że nikt w Polsce o nich nie słyszał, nie mówiąc o tym, że sprowadzenie ich w formie zdatnej do jedzenia kosztowałoby czterokrotność budżetu całego koncertu.

5. Morelowa Julia Roberts

Choć artystka kojarzona jest bardziej ze szklanym ekranem niż estradą, to jednak swój rider posiada na tyle oryginalny, że znalazła się w naszym zestawieniu. Mowa tu o słynnych morelowych ścianach, które mają być w pomieszczeniach, w których pani Roberts mieszka. Jeśli hotel nie ma akurat takich apartamentów, wówczas pozostaje tylko je przemalować. I hotele tak właśnie robią, ufając nie tylko gustowi aktorki, ale i fali rozgłosu, który zapewni hotelowi jej ekscentryczna osoba. Warto wspomnieć, że kolor morelowy uwielbiała również Barbra Streisand, która to właśnie w tym kolorze chciała mieć hotelowe ręczniki. Jeśli uważacie to nadal za mało ekscentryczne, to warto dodać, że miało ich być dokładnie 120. Polscy artyści w sprawie wymogów pozascenicznych plasują się raczej wśród tych bardziej przyziemnych i ograniczają się do różnego rodzaju jedzenia i napojów. Dominują red bulle, specjalne wody mineralne, czy alkohole z wyższej półki.

6. Wybredna Doda

Podczas koncertu juwenaliowego, na który zaproszona była Doda, jednym z większych problemów organizatorskich było zapewnienie odpowiedniego pokoju dla artystki. Ten, w którym przenocować chcieli ją studenci politechniki, pomimo obowiązkowych kwiatów, okazał się być niewystarczający. Podobnie jak dwa następne. Dopiero czwarte lokum, oddalone od miasta stanęło na wysokości zadania, choć najprawdopodobniej to artystka obniżyła oczekiwania. Naoczni świadkowie twierdzą, że koncert odbył się bez przesunięć.

7. Małgośka mówią jej

W Polsce cieszy się taką sławą i prestiżem z racji wieloletniego wykonywania zawodu na scenie, że w jej przypadku żadne wymogi koncertowe nie są za duże. Mowa tu o Maryli Rodowicz, która podczas koncertu plenerowego zażądała przyczepy kempingowej z prysznicem. To chyba nic w porównaniu z Guns'n' Roses, którzy podczas festiwalu Download 2018 zażądali... porcelanowych toalet). A wiadomo, że w przypadku plenerowych koncertów porcelanowa toaleta jest rzadka jak woda na pustyni.

Rider to dobry pomysł na komunikację z organizatorem koncertu, ale warto przemyśleć, czy stawianie kosmicznych wymogów jest uzasadnione i niezbędne. Nierzadko kwestie zaproszenia danego artysty powiązane są z kosztami i – o ile nie jesteśmy gwiazdami światowego formatu – niemądrze byłoby nie zagrać ważnego koncertu tylko ze względu na rider, a w zasadzie jego część pozamuzyczną. Życzymy Wam dobrego flow w komponowaniu własnych riderów!

Komentarze (0)

Brak komentarzy w tym momencie.

Nowy komentarz