Prawdopodobnie muzyka bluesowa i rockowa nigdy by nie powstałaby, gdyby nie wynaleziono gitary elektrycznej. To właśnie ten instrument nadał charakterystyczne brzmienie tym gatunkom muzycznym, z których później narodziły się kolejne nurty. Dziś ciężko wyobrazić sobie muzykę rozrywkową bez gitarowych riffów, które tworzą bazę każdego utworu. A jak to wszystko tak naprawdę się zaczęło? Kto jest uznawany za ojca gitary elektrycznej?

Flying_Pan_prototype_(1931)_using_one-piece_mapleDziś muzycy mogą wybierać spośród bardzo szerokiego spektrum modeli gitar, które mogą dostosować do swoich indywidualnych potrzeb. Jedni szukają bardziej wyrazistego brzmienia, inni stawiają na subtelne i delikatne dźwięki. Wszystko zależy od gatunku muzycznego, jaki chcą wykonywać oraz od efektów, jakie chcą osiągnąć. Bogata oferta pozwala na prawdziwą zabawę brzmieniem, które można dowolnie modyfikować. Pomagają w tym wszelkiego rodzaju dodatki, takie jak przestery i efekty gitarowe. Duża także w tym rola umiejętności muzyka, który nawet bez wspomagaczy potrafi wyczarować na gryfie istne cuda. Niezależnie od przeznaczenia i sposobu wykorzystania instrumentu - jedno jest pewne - szeroko pojęta muzyka gitarowa nie miałaby racji bytu, gdyby nie gitara elektryczna. 

Na temat tego instrumentu krąży wiele legend i mitów. Nic dziwnego, skoro zmienił on oblicze współczesnej muzyki. A wszystko zaczęło się jeszcze w 1931 roku, gdy George Beauchamp został zwolniony z fabryki gitar National. Mężczyzna pracował jako konstruktor sprzętu muzycznego i nawet po utracie pracy nie przestał eksperymentować z narzędziami. Korzystał praktycznie ze wszystkiego, co posiadał w swoim domu - z drutów, magnesów, śrubek, gwoździ…  Po wielu tygodniach domowego majsterkowania udało mu się stworzyć przetwornik gitarowy, który po latach został wykorzystany w pierwszej gitarze elektrycznej, którą skonstruował jego przyjaciel Paul Barth. Podobnie jak Beauchamp pracował w Nationalu, ale na stanowisku lutnika. Panowie swój wynalazek nazwali pieszczotliwie “Patelnią” (The Frying Pan) i postanowili zaprezentować ją Adolphowi Rickenbackerowi, który pracował jako inżynier elektryk. Tylko z jego pomocą z prymitywnego instrumentu mogli wyczarować gitarę z prawdziwego zdarzenia. Ponieważ Rickenbacker był dość znaną personą (kuzyn wybitnego lotnika z pierwszej wojny światowej Eddiego Rickenbackera), mógł wykorzystać swoje nazwisko do promowania nowo założonej fabryki. I faktycznie firma została nazwana w ten właśnie sposób i do dziś jest producentem renomowanych gitar basowych (grali na nich m.in. Lemmy Kilmister, Paul McCartney i Cliff Burton), a sama “Patelnia” osiągnęła wówczas ogromny sukces, pomimo że znalazła zastosowanie jedynie jako gitara hawajska.

Popularność The Frying Pan sprawiła, że inni producenci także zainteresowali się tematem. Jedna z najważniejszych fabryk, firma Gibson postanowiła powołać specjalny zespół do pracy nad przetwornikiem, zbliżonym do konstrukcji Beauchampa. W ten sposób już w 1935 roku powstała kultowa gitara elektryczna ES-150. Instrument wyposażony był w pudło rezonansowe oraz posiadał charakterystyczne otwory po obu stronach gryfu. To typowe rozwiązania stosowane w instrumentach smyczkowych. Gitara oczywiście została wzbogacona w zestaw przetworników. Na pierwsze sukcesy nie trzeba było długo czekać - rynek zareagował bardzo szybko. Sprzedaż rosła w zastraszającym tempie, a jednym z pierwszych i najważniejszych nabywców byli T-bone Walker, znany muzyk bluesowy oraz jego przyjaciel Charlie Christian, gitarzysta zespołu Benny’ego Goodmana. I to właśnie on nadał temu instrumentowi charakterystyczne brzmienie gitary jazzowej, do dziś naśladowane przez muzyków na całym świecie.

Jednak żeby nie było zupełnie bajkowo, pojawiły się pewne komplikacje. Choć gitara ES-150 osiągnęła niewiarygodny sukces, z czasem zaczęła niedomagać technicznie. Zdarzały się dziwne przydźwięki, sprzężenia, czy niepożądane wibracje. Niestety nawet najlepsi inżynierowie z fabryki Gibsona nie potrafi zidentyfikować źródeł problemu. I wtedy pojawił się on - Les Paul, którego do dziś uznaje się za ojca gitary elektrycznej. A to wszystko dlatego, że znalazł przyczynę wad technicznych instrumentu. Być może dziś wydaje to się banałem, ale ówcześnie było prawdziwą zagadką nie do przeskoczenia. Wystarczyło jedynie pozbyć się pudła rezonansowego, aby zażegnać wszelkie niedogodności brzmieniowe. Odmieniony instrument Les Paul nazwał The Log, czyli “Belka” (lub deska). Otwory przy gryfie zastąpiono atrapami, dzięki czemu przypominały swój pierwowzór. Gibson jednak nie wierzył w ten projekt i go odrzucił. Na szczęście jego konstruktorzy widzieli w nim potencjał i rozpoczęli pracę nad ulepszeniem ES-150.

Mijały lata, w czasie których podejmowano kolejne próby konstrukcyjne, głównie w Stanach Zjednoczonych. Przełom nastąpił dopiero w 1949 roku, gdy producent gitar Leo Fender przedstawił pierwszą komercyjną gitarę pozbawioną pudła rezonansowego. To był słynny Telecaster, który początkowo miał się nazywać Esquire, a potem Broadcaster. Instrument Fendera znacznie różnił się od jego poprzedników. Wyposażony był w dwa przetworniki typu single-coil, trójpozycyjny przełącznik wybierający przetwornik (lub ich kombinacje) oraz dwa potencjometry (służące do regulacji głośności i tonacji). Gitara w takiej wersji produkowana jest do dziś, niemalże w niezmienionej formie. Największą zaletą Telecastera jest wygoda w użytkowaniu, dzięki czemu grają na niej nie tylko muzycy lekkich gatunków, takich jak country, lecz również rockmani, jazzmani, a nawet metalowcy. Tego modelu używali (lub nadal używają) tacy gitarzyści jak: David Gilmour, Jimmy Page, Kirk Hammet, Matthew Bellamy, Brian May, James Hetfield, czy Joe Strummer.

Sukces gitary Fendera przekonał Gibsona, by wrócić do instrumentu bez pudła rezonansowego. Fabryka nawiązała więc ponowną współpracę z Les Paulem, a jej owocem jest jeden z najbardziej kultowych modeli gitar, nazwany na cześć jego imienia. Choć to wszystko wydarzyło się w 1952 roku, to do dziś instrument ten używany jest przez muzyków z całego świata, którzy cenią sobie jego łagodne brzmienie i wygodną w graniu konstrukcję. Gitara dzięki swojej przystępnej cenie nie była zarezerwowana wyłącznie dla elity, lecz stała się instrumentem na każdą kieszeń. Problemy modelu ES-150 ostatecznie zostały zażegnane, co pozwoliło na stworzenie nowej wersji, wyposażonej w “półpudło”. ES-355 stała się bardzo popularna głównie dzięki Chuckowi Berry’emu, który rozpropagował muzykę rock’n’rollową.

Kilka lat później nastąpiła prawdziwa gitarowa rewolucja. To właśnie wtedy, w połowie lat pięćdziesiątych pojawiła się ulepszona wersja Telecastera, czyli legendarny Fender Stratocaster. Ten model wyposażony jest w trzy zestawy przetworników, które można uruchomić w pięciu różnych kombinacjach. Instrument wyróżniał się również dużą elastycznością, jeśli chodzi o sposób kształtowania dźwięku, a na dodatek był w bardzo dobrej cenie, dzięki czemu był konkurencyjny na rynku. To sprawiło, że Stratocaster był najczęściej wybieraną gitarą elektryczną, którą bardzo często kopiowano lub wzorowano się na niej. Najbardziej znanym użytkownikiem tego modelu był Jimi Hendrix, który rozsławił instrument na całym świecie. To właśnie jemu Fender zawdzięcza sukces i popularność tego modelu. Na Stratocasterach do dziś grają m.in. Eric Clapton, Jeff Beck oraz Mark Knopfler. A Ty jaką gitarę lubisz najbardziej? Niezależnie od modelu, jaki wybierzesz, sprawdź ofertę gitar elektrycznych w Salonach Muzycznych RIFF, gdzie znajdziesz bogaty wybór instrumentów dla każdego gitarzysty.

Komentarze (0)

Brak komentarzy w tym momencie.

Nowy komentarz