W czasach ciągłej rywalizacji sam talent to za mało, aby wybić się ze swoją twórczością. Wielu artystów potrzebuje dodatkowego wsparcia, dzięki któremu mają większe szanse, by zabłyszczeć na panteonie gwiazd. Choć mało o tym się mówi, za sukcesem muzyków często stoją ich menedżerowie, którym zawdzięczają nie tylko karierę, lecz czasem także życie. Niestety historia pokazuje, że karta losu potrafi również się odwrócić i nawet własny agent może okazać się największym wrogiem. W poprzednich odsłonach naszego cyklu poznaliśmy kilka sylwetek najbardziej znanych muzycznych menedżerów – czas na kolejne ciekawe życiorysy.

Lady Gaga i Troy Carter

Lady Gaga, a właściwie Stefani Germanotta to niekwestionowana królowa popu. Choć ten tytuł dumnie dzierżyła kiedyś Madonna, już wiele lat temu jej gwiazda upadła. Idealnie w ten nienajlepszy dla niej czas wstrzeliła się Gaga, która w bardzo szybkim tempie zdetronizowała jedną z najbardziej kontrowersyjnych artystek w historii muzyki rozrywkowej. Dziś to ona jest bohaterką największych show biznesowych skandali, choć od kilku lat temat nieco się wyciszył, gdy wokalistka zmieniła swój styl i wizerunek. Jednak, gdy rozpoczynała karierę, jej pomysł na siebie wyglądał zupełnie inaczej, co zawdzięcza między innymi Troyowi Carterowi. Mężczyzna, który stworzył Lady Gagę z przytupem wkroczył na muzyczne salony, bo już w wieku 17 lat pracował dla Willa Smitha. Współpracował również z innymi wykonawcami, ale Gaga to jego największy sukces.

Już podczas ich pierwszego spotkania oboje wiedzieli, że pierwsza płyta Lady Gagi będzie wielkim hitem. Od razu się polubili i zdecydowali, że będą chcieli oczarować fanów przede wszystkim muzyką, a reszta będzie dodatkiem. Ale za to jakim! Carter postawił na promocję w Internecie, wierząc w potęgę YouTube’a i mediów społecznościowych. To się okazało strzałem w dziesiątkę, dzięki czemu Gaga w błyskawicznym tempie uzyskała milionowe rzesze wielbicieli. Z czasem przyjaźń pomiędzy artystką i jej menedżerem pogłębiła się, choć nigdy nie doszło pomiędzy nimi do romansu. Carter zawsze żywił wobec piosenkarki uczucia ojcowskie, co wynikało chociażby z różnicy wieku. Z tego właśnie względu czuł się odpowiedzialny za jej równowagę psychiczną, którą przy takim temperamencie i ilości pracy łatwo można utracić. Jednakże pomimo zażyłości, jaka łączyła wokalistkę i jej agenta, po kilku latach bardzo owocnej współpracy, ich drogi się rozeszły. Choć przyczyna ich rozstania nie była oficjalnie potwierdzona, osoby z ich najbliższego otoczenia mówią o zbyt dużych różnicach w dalszej kreacji artystycznej gwiazdy.

Metallica i Jon Zazula

Chyba nie ma większego zespołu metalowego, niż Metallica. To oni na początku lat osiemdziesiątych wyznaczyli zupełnie nowy kierunek ciężkiego grania, rodem z piekła. Choć to zespołowi Black Sabbath przypisuje się stworzenie podwalin dla thrash metalu, to jednak Metallica sprawiła, że ten gatunek stał się popularny, a w późniejszym czasie wręcz mainstreamowy. Twórczością tej amerykańskiej grupy inspirują się nie tylko kapele metalowe, lecz również soft rockowe i popowe. To prawdziwa żywa legenda i absolutna muzyczna ikona, która na zawsze zmieniła oblicze szeroko pojętej muzyki gitarowej. Ale być może nigdy by do tego nie doszło, gdyby nie pierwszy menedżer zespołu, Jon Zazula, który poprowadził muzyków za rączkę przez bezlitosny świat branży muzycznej. Agent wziął Metallicę pod swoje skrzydła już na samym początku ich kariery, sprawiając, że rozwinęła się bardzo dynamicznie. Co ciekawe, to właśnie on upatrywał Larsa Ulricha w roli frontmana grupy. Były nawet pomysły, aby perkusista stanął za mikrofonem, aby odciążyć wokalnie Jamesa Hetfielda. Na szczęście spełzło na niczym…

Zmarły w lutym 2022 roku Zazula był amerykańskim producentem muzycznym i szanowanym przedsiębiorcą w branży. Prowadził w New Jersey sklep Rock’n’Roll Heaven i choć sam się tego nie spodziewał, to właśnie dzięki temu udało mu się uzyskać wysoką pozycję wśród fanów muzyki heavy metalowej na Wschodnim Wybrzeżu Stanów Zjednoczonych. Wielbiciele mięsistych riffów często do niego przychodzili, aby odsłuchiwać demówki nagrań, które przesyłali do Zazuli undergroundowi muzycy. Jak widać, jego początki miały bardzo podziemny charakter, ale często tak właśnie się zaczyna. Z czasem, gdy jego pozycja się umocniła, mógł zająć się promowaniem zespołów. I tak pewnego dnia, pod jego opiekę trafiła Metallica, która bardzo dobrze wiedziała, w jakim kierunku chce zmierzać. Dzięki kontaktom Zazuli grupa swoje pierwsze koncerty zagrała w Nowym Jorku, a potem menedżerr zorganizował trasy koncertowe z zespołem Raven, który był ówcześnie jednym z najważniejszych zespołów brytyjskiej sceny metalowej. W 1982 roku Zazula założył wytwórnię Megaforce Records, czego bezpośrednim impulsem było demo Metalliki „No life ‘til leather”. I właśnie pod egidą tej wytwórni Amerykanie wydali swoją debiutancką płytę „Kill’em all”, po której już nic w muzyce metalowej nie było takie samo.

Michael Jackson i John Branca

Król popu mógł być tylko jeden. Od czasu jego śmierci w 2009 roku żaden inny solowy artysta nie sprzedał tylu płyt, a jego album „Thriller” od wielu lat jest najlepiej sprzedawanym krążkiem w historii muzyki rozrywkowej (115 milionów sprzedanych kopii). Mowa o Michaelu Jacksonie, który swoją muzyczną przygodę rozpoczął już jako kilkuletnie dziecko, występując wraz ze swoim rodzeństwem w soulowo-funkowym bandzie The Jackson 5. Jako nastolatek zdecydował pójść swoją własną drogą i rozpocząć indywidualną karierę. Początkowo, przez kilka lat menedżerem piosenkarza był jego ojciec, Joe Jackson, którego jednak Michael zwolnił, tłumacząc brakiem oczekiwanych rezultatów. Artysta od samego początku był bardzo ambitny i marzył o wielkim sukcesie. Odważnie mówił o tym, że chce być najbogatszą gwiazdą na świecie. Szczególne rozczarowanie przyniosło mu nie otrzymanie Nagrody Grammy za Nagranie Roku, do której był nominowany za utwór „Off the wall”. To sprawiło, że poczuł się niedoceniony i postanowił zmienić agenta, którym został John Branca, odpowiedzialny za spektakularny sukces albumu „Thriller”.

Wspomniane wydawnictwo było piątym solowym krążkiem artysty i przepustką do świata niewyobrażalnej kariery. Jego promocja otrzymała olbrzymie wsparcie, między innymi w postaci genialnie zaaranżowanego teledysku, co jest również zasługą Johna Branki, który nie żałował środków na jego sfinansowanie. Zajął się także współprodukcją filmu dokumentalnego z making off wideoklipu, który okazał się krokiem milowym w całej teledyskowej branży. To właśnie wtedy inni wykonawcy i producenci muzyczni zrozumieli, jak ważna jest strona wizualna podczas promowania własnej twórczości. Branca pomógł Jacksonowi zakupić wytwórnię muzyczną ATV Music Publishing (1985), posiadającą prawa autorskie między innymi do utworów Little Richarda i The Beatles. Menedżer Jacksona w dużym stopniu przyczynił się także do fuzji ATV z Sony, dzięki czemu firma stała się jednym z największych na świecie wydawców muzycznych. Co ciekawe, Jackson wyznaczył Brancę na głównego wykonawcę swojego testamentu, wobec czego rodzina piosenkarza wystosowała prewencyjny pozew spadkowy. Według ostatniej woli Michaela, Branca otrzymał prawa do zarządzania jego majątkiem.

Komentarze (0)

Brak komentarzy w tym momencie.

Nowy komentarz