Charyzmatyczny, nieustępliwy w negocjacjach, wiecznie z cygarem lub fajką w zębach załatwiał milionowe kontrakty bez zmrużenia oka. Allen Klein był rekinem wśród rekinów, stworzył imperium muzyczne po obu brzegach Atlantyku i „zgarniał” kolejnych wielkich muzyków jak trofea. Rolling Stonesi oraz Beatlesi byli bez wątpienia największym z nich. 

Klein urodził się w 1932 roku w Newark w stanie New Jersey w rodzinie ubogich żydowskich imigrantów. Wcześnie rozpoczął karierę jako księgowy i dał się poznać jako świetny finansista. Gdy wszedł do biznesu muzycznego, zaczął przejmował kolejne gwiazdy lokalnej sceny muzycznej, takie jak Buddy Knox, Steve Lawrence, Bobby Darin, Eydie Gorme czy Bobby Vinton. Klein nie działał jak zwykły menedżer muzyczny tamtych czasów: zamiast oferować porady finansowe i mieć stały bezpośredni kontakt z klientem, jego firmy pośredniczyły między wytwórnią a artystą, całkowicie przejmując finanse, a nawet prawa autorskie twórcy. Głośno zrobiło się o nim po jego spektakularnym kontrakcie z RCA Records na rzecz „Króla Soulu” Sama Cooke’a, dzięki któremu Cooke miał dostawać 100 tysięcy dolarów rocznie. To wydarzenie zapoczątkowało zmiany w branży: odtąd artysta nie miał już być skromnie żyjącym grajkiem, dla którego zaszczytem była praca dla szacowanej wytwórni. Role się odwróciły – teraz twórcy zaczęli rozdawać karty.

Pierwsze trofeum Kleina – Rolling Stonesi

W połowie lat 60-tych Klein zapragnął rozszerzyć swoje imperium na Wielką Brytanię. Po drugiej stronie oceanu znalazł się z inicjatywy ówczesnego menedżera Rolling Stonesów, Andrew Loog Oldhama. Oldham nie lubił rozmawiać o kwestiach finansów i zadowalał się rolą artystycznego impresario, nie był też zadowolony ze współpracy z dotychczasowym zarządcą finansowym zespołu Erikiem Eastonem. Klein idealnie wbił się w moment największej popularności Stonesów, w maju 1965 roku ukazał się bowiem singiel (I Can’t Get No) Satisfaction. W tym samym czasie Klein pojawił się w biurze Decca Records, konfrontując  swój krewki amerykański temperament z arystokratyczną brytyjskością starszego prezesa firmy, sir Edwarda Lewisa. „Napije się pan herbaty, sir?” miał spytać Lewis, na co Klein odrzekł: „Stonesi już dla pana nie pracują”. W ten sposób zaczynał negocjacje. Wyszedł z biura z kontraktem wartym ponad milion dolarów, płaconym w formie przedpłaty, niezależnie od wyników sprzedaży – był to wówczas największy kontrakt w historii branży.

Wkrótce Mick Jagger, Keith Richards i reszta członków zespołu zyskali opinię ludzi bogatych – jeździli drogimi samochodami, posiadali drogie domy. Do tej pory nie przydarzało się to nawet największym muzykom. Allen Klein zrewolucjonizował biznes, zmuszając wytwórnie do bardziej sprawiedliwego podziału zysków z artystami. Była jeszcze jedna strona tego medalu – szybko bowiem okazało się, że sam menedżer również niezwykle wzbogaca się na swoich klientach i oferuje im niejasne kontrakty. Spór, jaki zaczął się w końcówce lat 60-tych pomiędzy Mickiem Jaggerem – który studiował ekonomię i potrafił dostrzec przekręt – a Kleinem ostatecznie skończył się w sądzie w 1971, gdy Stonesi pozwali byłego już wówczas menedżera o oszustwo finansowe. Chodziło także o prawa autorskie do starych nagrań zespołu. Sprawa ciągnęła się aż do 2002 roku, kiedy została rozwiązana na korzyść Stonesów.

Drugie trofeum Kleina - Beatlesi

W 1968 Jagger darzył jeszcze Kleina pełnym zaufaniem i to właśnie wówczas polecił go swojemu koledze po fachu, Johnowi Lennonowi. Beatlesi zmagali się wówczas z kryzysem po śmierci Briana Epsteina i próbowali podreperować budżet założeniem własnego wydawnictwa muzycznego Apple. Wpędziło ich to jednak w jeszcze większe kłopoty finansowe. Klein wyczuł moment, by zrealizować swoje wieloletnie marzenie – „przejąć” najsłynniejszy zespół świata. W 1969 roku spotkał się potajemnie z Lennonem i Yoko Ono, wywierając na nich duże wrażenie swoją charyzmą i bezpośredniością. Lennonowi szczególnie spodobało się to, że Klein był człowiekiem „z ludu”, a dzieciństwo spędził na ulicy, inaczej niż arystokratyczne tuzy branży. Wkrótce George i Ringo również zaznajomili się z Kleinem i polubili go. Osamotniony McCartney, choć nie ufał Amerykaninowi i wolał oddać finanse zespołu w ręce rodziny swojej żony Lindy z domu Eastman, musiał pójść na ustępstwa. Nie podpisał jednak kontraktu z Kleinem, a jedynie pozował do zdjęcia przy tej okazji. Ten nie podpisany kontrakt był początkiem końca Beatlesów. 

 

Klein przejął Apple i zaczął działać po swojemu – zwalniając masę ludzi z miejsca, maksymalizując zyski i podpisując rewolucyjny kontrakt z EMI, w wyniku którego Beatlesi stali się najlepiej opłacanymi muzykami w historii. Nie mógł jednak przewidzieć, że sprawa, o którą walczy, jest już przegrana. W kwietniu 1970, na miesiąc przed premierą ostatniego albumu zespołu Let it Be, Paul oficjalnie opuścił zespół, niezadowolony ze stylu produkcji (wiele decyzji artystycznych podjęto za jego plecami). McCartney czuł się od wielu miesięcy osamotniony, a współpraca z Kleinem, której jako jedyny z czwórki nie popierał, przypieczętowała rozpad zespołu. Paul od początku nie ufał Amerykaninowi. Pozostali Beatlesi musieli dojrzeć, by zobaczyć w nim osobę, którą był naprawdę – i sporo ich to kosztowało. 

Allen Klein – rekin wśród rekinów

W początkach 1973 trójka ex-Beatlesów również zerwała kontrakty solowe z Kleinem po serii skandalów i niejasności finansowych. Amerykanin sprytnie to jednak wykorzystał i pozwał ich na sumę łącznie 19 milionów dolarów, z czego udało mu się uzyskać 4,2 miliona. W 1980 roku powinęła mu się jednak noga – odsiedział dwa miesiące w więzieniu za oszustwa podatkowe. Zmarł w 2009 roku w wieku 77 lat, w ostatnich latach dręczony chorobą Alzheimera. Przeszedł do historii muzyki jako człowiek, który zrewolucjonizował branżę, genialny zarządca, ale też człowiek, który nigdy nie cofnął się przed niczym, by osiągnąć profit. A także człowiek, który rozdzielił Beatlesów.

Komentarze (0)

Brak komentarzy w tym momencie.

Nowy komentarz