Koncerty pod specjalnym nadzorem

Chyba wszyscy są już zmęczeni tematem wirusa, który nieźle namieszał w światku muzycznym. Można powiedzieć, że wywrócił go do góry kopytami. Wywrócił, ale nie zniszczył, bo artyści i osoby związane z branżą rozrywkową nie złożyli broni i dalej walczą o swoje. Choć brak możliwości występów na żywo okazał się bardzo dużym ciosem dla muzyków, nie podcięło im to skrzydeł i znaleźli sposób, aby wypełnić fanom głód koncertów. Niestety nie wszystko wygląda tak cukierkowo…

Kiedy w połowie marca ogłoszono lockdown, stopniowo zamrażano kolejne sektory gospodarki. Branża muzyczna również bardzo szybko musiała dostosować się do nowych warunków, które dla wielu artystów okazały się brzemienne w skutkach. Najbardziej ucierpiały małe, niezależne agencje eventowe, które często musiały zwinąć swoje interesy. W wielu przypadkach organizacja koncertów była ich jedynym źródłem dochodów, w związku z czym upadłość oznaczała dla nich naprawdę duże problemy. Odwołanie wydarzeń muzycznych to również bardzo duże straty dla samych muzyków, którzy do niektórych imprez przygotowywali się przez wiele miesięcy. 

Tak niefortunny przebieg zdarzeń bardzo mocno uderzył w branżę festiwalową. Zarówno mniejsze, jak i większe festy na całym świecie zostały przesunięte na następny rok. Pod tym względem nie było zmiłuj i każdy musiał się podporządkować, bez względu na skalę wydarzenia. Fani również odczuli to jako wielką stratę, ale nie z powodów finansowych, ponieważ organizatorzy zwracali zainwestowane w bilety pieniądze. Dla wielbicieli muzyki odwołanie koncertu to trochę jak zawiedzione nadzieje, zwłaszcza w przypadku zespołów, które rzadko występują w danym kraju. Niekiedy są to artyści, którzy mają zagrać po raz pierwszy. Na takie wydarzenia czeka się z tęsknotą i radością. Pod ich terminy ustawiamy grafik w pracy i odkładamy oszczędności. Jednym słowem, koncerty bywają tak ważnym elementem naszego życia, że często determinują nasze plany, uzależniając od nich zobowiązania prywatne i zawodowe. Dlatego tak bardzo cierpimy, gdy występ naszego ukochanego zespołu zostaje odwołany.

Straty finansowe dla organizatorów koncertów i festiwali to z pewnością dla nich problem, z którym sami muszą sobie poradzić. Drugą stroną medalu są fani, którzy pomimo pandemii, nadal pozostali głodni wrażeń muzycznych. Owszem, mogą sobie odpalić na YouTube lub DVD nagranie z jakimś starym gigiem, ale przecież to nie to samo. Dlatego, wychodząc naprzeciw ich oczekiwaniom, znaleziono alternatywne rozwiązanie, które choć na trochę zaspokoi ich potrzebę obcowania z muzyką na żywo. W tym celu wielu artystów zdecydowało się na transmisję live swoich występów. Można je oglądać najczęściej za pomocą mediów społecznościowych. Co więcej, większość z nich jest zupełnie za darmo, więc tym bardziej warto zwrócić na to uwagę. Oczywiście nic nie zastąpi emocji, które towarzyszą podczas koncertów w prawdziwym klubie, ale mimo wszystko to również jest ta sama energia, tyle że przekazywana i odbierana w trochę inny sposób.

Tego typu występy odbywają się w pustych salach lub garażach. Czasem nawet w warunkach domowych, gdy są nagrywane prosto z salonu. Dlatego różnie bywa z akustyką i jakością, co niekiedy psuje cały odbiór. Bo co to za przyjemność oglądać występ, który cały czas przycina, rwie lub w ogóle go nie słychać? Z tych powodów niektórzy fani podchodzą do tematu sceptycznie i niechętnie uczestniczą w koncertach online. Inni znów wcale tym się nie przejmują i zachowując lojalną postawę wobec swoich idoli, bez względu na wszystko wspierają ich zaangażowanie i wysiłek. Tak naprawdę sama inicjatywa jest godna pochwały i szacunku, choć niestety czasem nieudolnie zorganizowana. Warto jednak docenić poświęcenie muzyków, którzy nie zapominają o swoich fanach i niezależnie od warunków chcą im dostarczać maksimum muzycznej satysfakcji.

Choć czas rygorystycznej izolacji nie trwał długo (około 1,5 miesiąca), jego skutki odcisnęły trwałe piętno praktycznie na wszystkich dziedzinach życia. Nieliczne z nich wyszły na tym bardzo dobrze, notując lepszą sprzedaż niż przed pandemią. Niestety nie dotyczy to branży koncertowej, która nawet po zakończeniu lockdownu boryka się z wieloma problemami. Pomimo zniesienia wielu ograniczeń organizowanie masowych imprez (w tym wydarzeń muzycznych) nadal było zakazane. Stopniowo uwalniano również ten sektor, ale pod specjalnym reżimem sanitarnym. Początkowo zezwolono na organizację koncertów plenerowych z maksymalną liczbą uczestników do 150 osób, z zachowaniem szczególnych środków ostrożności. Te obostrzenia obowiązują nadal i dotyczą oraz konieczności dezynfekowania rąk oraz przestrzegania dystansu społecznego, który z 1,5 m powiększono do 2 m. W przypadku, gdy odległość pomiędzy uczestnikami imprezy nie może być zachowana, należy nakładać maski. Nakaz ich noszenia obowiązuje również podczas przemieszczania się po klubie i zaopatrywania się w barze. Ciężko powiedzieć, że w praktyce wygląda to różnie, bo tak naprawdę nie wygląda to wcale. Dodatkową zmianą jest konieczność wypełniania deklaracji z danymi osobowymi, w których każdy uczestnik potwierdza, że nie jest zakażony wirusem oraz nie przebywa na kwarantannie.

Ostatecznie rząd zezwolił na organizację koncertów nie tylko pod chmurką, ale również w klubach, oczywiście pod rygorem  wskazanych przez ustawę zasad. Na szczęście od 17 lipca zostały one złagodzone i w imprezach muzycznych może  uczestniczyć nieograniczona liczba osób. Poza dystansem społecznym, kolejne zmiany dotyczą dużych hal - tutaj organizator ma obowiązek udostępnić widzom co drugie miejsce siedzące, natomiast na stadionach i półstadionach - co czwarte. Zakrywanie ust i nosa nadal jest obowiązkowe. Jeśli chodzi o imprezy plenerowe, ma być dodatkowo zapewnione min. 5 m kw. na osobę oraz wyznaczenie odpowiednimi znakami miejsca dla publiczności. W ten sposób wydziela się obszar widowni, a uczestnicy zostają oddzieleni od przypadkowych specerowiczów, bez ryzyka przemieszania się pomiędzy sobą. 

Mniejsze festiwale, które zaplanowane były na drugą połowę wakacji lub wrzesień, odbyły się bez większych modyfikacji. Najwięcej wydarzeń odwołano wśród imprez poświęconych muzyce rockowej i metalowej. Miłośnicy innych dźwięków mają więcej szczęścia, choć oczywiście nie ma tu reguły i niektóre eventy również przesunięto na inny termin. Nie wszystko zależy od organizatora, bo w wielu przypadkach decydują sami artyści, którzy z różnych przyczyn mogą odmówić uczestnictwa w koncercie. Niestety jest jeszcze trzeci faktor, z powodu którego imprezy muzyczne nie mogą się odbyć. Są nim fani. Choć brzmi to paradoksalnie, to bywa, że to właśnie z powodu braku zainteresowania z ich strony, wiele gigów zostało odwołanych. I to z winy tych samych osób, które w czasie lockdownu deklarowały potrzebę upustu energii na koncercie. Doświadczenie pokazało, że tak naprawdę nadal boimy się uczestniczyć w występach na żywo. Z jednej strony jesteśmy ich głodni, a z drugiej obawiamy się zakażeń covidem. W związku z tym imprezy się nie sprzedają, a organizacja ich dla kilkunastu osób jest po prostu nieopłacalna. W takiej sytuacji koszty odwołania koncertu są mniejsze, niż zorganizowanie go dla nielicznej publiczności.

Jak widać, branża koncertowa bardzo cierpi z powodu zmian wywołanych pandemią koronawirusa. Nawet jeśli imprezy się odbywają i przeprowadzane są z zachowaniem najwyższych środków ostrożności, nie chcemy w nich uczestniczyć. To poważne zagrożenie nie tylko dla samych artystów, bo oni i tak sobie poradzą. Mają mnóstwo możliwości, aby dotrzeć do ludu ze swoim przekazem i twórczością. Lecz tu się ważą losy całej branży eventowej, która utrzymuje się nie tylko z organizacji koncertów, ale również innych imprez o charakterze rozrywkowym. Dlatego warto zająć konsekwentne stanowisko i zdecydować, w którą idziemy stronę: czy chcemy być “true” i niezależnie od warunków odważnie wspierać artystyczne środowisko, czy wolimy z boku bezpiecznie obserwować, jak powoli upada świat naszych pasji i marzeń...

Komentarze (0)

Brak komentarzy w tym momencie.

Nowy komentarz